W sumie tak sobie pomyslalam ze ja zawsze jestem z Holdy zadowolona, z tego jak nam się układa. Zmiana o 180 stopni wyzwoliła we mnie wręcz niesamowite zadowolenie z tego jak nam się układa. I tak sobie mysle ze dobrze, bo o to chodzi by i koń i jego ludź byli zadowoleni.
My cały czas w fazie obijanie się kontra zrywy do pracy. Głownie z ziemi. Choć z siodła tez jakieśtam nowe rzeczy dłubiemy – chody boczne na luźnej linie, dziewięciostopniowe cofanie i przejscia, przejscia i jeszcze raz przejscia.

Holda czasem ma inne wizje – głownie wynikające z braku spożytkowania częstszego energii które się objawiają tak

Ta sytuacja dała mi w sumie wiele do myślenia, tak naprawdę kiedys zawsze mi się wydawalo ze jak kon zacznie cudowac to na kantarku to kaplica. A tak naprawdę okazuje się ze to nie ma znaczenia, ze wędzidło i kontakt w takich sytuacjach nic nie zmieniają. Bo tak naprawdę tak jak ładnie powiedziano ze trzeba panowac nad konską głową a nie nad jego połtonowym ciałem.
Ja nie spadłam;]

Ostatnio powoli eksplorowałyśmy tez temat liberty i naprawdę byłam pod wrażeniem jak się dogaduję z Holdą i jak fajnie ona mnie czyta a ja ją.

Kolejną fajną rzeczą ktorą zaczęłyśmy robić jest ciąganie przedmiotów. Rozłożone na czynniki pierwsze, najpierw dośc opornie i podejrzliwie a potem coraz fajniej, ale podejrzewam ze po prostu moja wina ze linka trochę za krótka była.

To tak w skrócie co u nas i co porabiamy a tak ogolnie czekamy na ocieplenie i lepsze podłoze, bo dzis to tylko na łyzwach mozna jezdzic…