konisiefajowe blog

    Twój nowy blog

    Jakoś sie nie składa zeby naskrobac parę słow a jak zwykle ejst o czym i umyka zwyczajnie.

    Z najwazniejszych spraw to odwiedziła nas Basia i Aneta z Orki, wizyta niesamowita, parellowa oczywiscie ale w jakis sposob nadzywczajna. Bo kazda osoba ktora zajmuje sie końmi jest inna, ma inną perspektywę i dla mnie Basi rady były własnie z jednej strony takie „magiczne” a z drugiej strony takie osadzone w realiach. Pokazała mi jak wyciągac z Holdziaka demony, dotarło po raz kolejny do mnie ze zagłaskiwanie diabła nie jest dobrą strategią bo to ze się go zagłaszcze nie rozwiązuje problemu.
    Niesamowitą sprawą było dla mnie pogonienie Holdy i catching game, gdzie finalnie koń „łapie” człowieka. Po prostu zdarzenie z gatunku paranormalnych hehe, ktore zresztą mi się przydało ale o tym poźniej.
    Ogolnie wnioski z wizyty są takie
     - więcej jezdzic,
    - w zabawach trochę zwolnic tempo i nie naciskac rudej az tak mocno bo się w wyniku tego zapętlamy i nic dobrego to za sobą nie niesie
    - oddychac i precyzyjnie dawac sygnały
    - nie oszukiwac konia
    - miec plan i się planu trzymac – czyli jak zakładam ze mam zrobic 4 kroki w jojo to robię 4 a nie 3 czy 5
    - jedzenie trawy tylko na moich zasadach, problem z podjadaniem podczas okrązania praktycznie przestał nas dotyczyć
    - nie myślec za konia, to jest tez moj problem z Holdą, pilnuję by nie nadepnęła na linę, nie zaplątała sie, i w sumie wiem ze to jest bez sensu, ze kon ma 4 nogi i musi myslec gdzie je stawia, ale jakos podwiadomie nie mogłam sobie z tym poradzic. Basia mnie metodą szokową przekonała wypuszczając linę z rąk na round penie i puszczając konia na „pasiołki” swobodnie. Kon ku mojemu zaskoczeniu dokladnie wiedział jak nadepnie na linę ze trzeba z niej zdjac nogę choc chwilę czasem trwało by sprawdził wszystkie cztery i znalazł winowajcę. Dla mnie to ogolnie doswiadczenie z gatunku „how intersting” bo ja należę do osob ktore pracując na linach zawsze w poblizu mają nóż by w razie czego przeciac sznurki.
    - okazało się ze jez na potylicę z ktorym do tej pory było srednio po jednej basiowej sesji został naprawiony i działa bez zarzutu!!!
    - no i bardzo wazna sprawa dla mnie – słowa takiej osoby jak Basia ze idziemy w dobrym kierunku i jest ok!!!! dla mnie to bardzo wazne:D

    Kucyk tez skorzystał na tej wizycie. Miał bardziej statyczne gry bo stał na karcerze z racji zblistrowanego kolana. Ale były symulacje wiązania poprzez nacisk na potylicę, obniżanie głowy, przestawianie małej. W pracy z nią tez jest znacznie lepiej, przez stanie na karcerze przez 3 tygodnie dała nam niezle w kosc, bo jedyną okazją do brykania była droga z boksu i do boksu, a ze karcer miał 3mx3m to poszalec się nie dało. Czapla zatem miała całkiem interesujące koncepcje tego jak się idzie do boksu ze wspinaniem w roli głownej.
    Ogolnie bardzo tez pomogło friendly na zblistrowane kolano, bo dzięki temu mimo panicznego strachu małej ze znow beda krzywdzic spokojnie codziennie smarowalismy mascią propolisową.
    Tak więc wizyta była nad wyraz owocna, no moze pomijając fakt ze piesa się wkurzyła ze musi byc zamknięta i pożarła Holdzi torbę na siano;]

    A co na bieząco? Kucyk opuścił karcer ku radosci i jego i Holdy, zaczęły się „pasiołki” na trawie, pewnego dnia samowolne zresztą. Mały diabeł w międzyczasie przelazł przez pastucha na trawę, pewnie doszedł do wniosku ze beznadzieja na tym piachu dreptac, siano zjedzone więc co będzie sterczec po próżnicy;] I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego ale to juz sztuczka z gatunku chińskich dziewczynek gum bo przelazła mimo tasmy na dwoch wysokosciachi palikow plastikowych co 3 m na trawę nie naruszając pastuchowego ogrodzenia;] A to juz z gatunku mistrzostw swiata;] I wtedy to własnie catching game się przydał bo Czapli ani przez mysl nie przyszło ze mozna opuscic trawę i wrocic do starszej kolezanki skoro jest tak cuuuuudownie;] No i po catching game Czapla tez złapała nas!!!!

    Do tego tak jak w tytule notki – w naszej stajence minął nam rok i oby tak dalej bo jest naprawdę fantastycznie u siebie.





    Ostatnio znow wrociłam do tematu koniobowości, i nagle doszłam do wniosku ze zupełnie inaczej rozumiałam pewne kwestie.
    Wrzucam wykresy kazdej z nich, takie jak ja je postrzegam, kazda inna a w sumie dosc podobne.



    O ile z Czaplą wydaje się prosciej obrac strategię jak podejsc do zabaw z nią o tyle z Holdą ciągle odkrywamy kolejne warstwy tego jaka jest.

    Czapla coraz fajniej sobie radzi z grami, coraz bardziej kuma o co chodzi i kto kogo przestawia.


    Z racji tego ze jest juz „duzą babą” dostała tez dereczkę,w ktorej wygląda jak sport kucyk hehe


    A ze ciekawski z niej kucyk musiała sprawdzic czy aby fajna ta nowa derka;]

    A co u Holdy?
    Powoli wkraczamy na dwojkowe rejony, zaczynamy przejscia w dół w okrązaniu i zmiany kierunku. Niestety po raz kolejny przekonałam się ze trzeba rozkładac rozne sprawy na czynniki pierwsze  wrociłam  do przyciągania.
    Sporo frajdy było tez dzięk pachołkom szumnie przez mnie nazywanych keglami;]
    Ostatnio Holda ma dosc skrajne nastroje od takiego „uuu bedziemy biegac” do totalnie zamulonego „yyy to na pewno do mnie mowisz bo mi sie nieeeee chceeeee okropnieeee”, w związku z tym wyprobowałam m. in. strategię Pata na chody boczne w kłusie wzdłuz całego płotu – koń z miejsca stracił chęci na szaleństwa;]














    I to tak w skrocie co u nas.
    Pozdrowionka

    W końcu taka wyczekana przyszła, a ja znow opusciłam się w pisaniu. Potem juz nawet był czas ale nie było nastroju bo pozegnałam naszego kochanego grubego psa.
    Co u nas słychac? Bardzo dobrze, choc jak to się mowi „nie zawsze pierwszy maja;]”
    Czyli przezylismy Czapli bunty przy rozczyszczaniu i poznalismy diabelską naturę kucyka;]
    Do tego okazało się ze jest baaardzo ciekawski, my zartujemy ze jest „interaktywny i multimedialny” hihi






    Jesli chodzi o pracę z ziemi to nawet niezle nam idzie aczkolwiek Pluszak czasami zaskoczyc potrafi, jak chociazby tym ze wbrew temu co na co dzien człowiekowi się wydaje ze konie się poruszają w przod, tył i na boki mozna tez poruszac się w gorę;]
    Ogolnie naturę ma taką ze jak pasuje to do rany przyłoz, a jak się cos nie podoba to probuje pokazywac rogi.
    W ramach „oswajania” dostał swoje pierwsze ochraniacze – w ręku nie wywołały zdziwienia ale luzem spowodowały ze koń zamienił się w raka i poruszał tylko i wyłacznie w tył. Więc został uratowany;] a my mamy kolejne zadanie.

    Pies tez ma się dobrze, dalej agilitujemy się choc ostatnio była przerwa z powodow ui mojego nastroju grypy.


    Ostatnio był dla mnie wielki dzień. Po prawie 3 latach strachu opuszczenia zamknietej przestrzeni ujezdzalni poszłam z Holdą na spacer na okoliczne łąki. Dla wiekszosci to zadne ajwaj, ale ja po terenach na Holdzie skutecznie przekonałam się ze wtedy ani nie czuję się komfortowo ani bezpiecznie. Bo koń odpalał do przodu a ja tylko myslałam „jak się tym hamuje”.
    Wyjechałam więc na łaki. Na sznurkach, bez wędzidła. Ostatni raz wędzidłowy był chyba 10 miesięcy temu!!! jak ten czas leci!!!
    Było super, koń luźźny, giął się ładnie, nie miał wątpliwosci ze mamy stępowac.






    Konie chyba tez czują wiosnę;] takie przynajmniej mam wrazenie;]


    Pozdrawiamy zatem wiosennie!!!

    Tak więc kolejne tchnienie wiosny, kolejne bo w międzyczasie kilkudniowy atak zimy ze śniegiem i tego typu atrakcjami.
    Nielubię.
    Bo zainaugurowałam juz kalosze, lekkie kurtki, bo mam bazie w domu i hiacynty. Po prostu się nie zgadzam na takie ataki zimy, bo mi nie pasuje i basta.
    Co u koni?
    Niesamowity poranek. Przyszłam rano, kucyk spał. Nic moze w tym dziwnego, ale spał na leząco, weszłam do boksu i dalej spał. Powoli otwierał oczy a ja się wtulałam w niego, głaskałam, drapałam, on ziewał… Piękna chwila, piękna bo Holdę widzialam lezącą raz, w nocy, w sumie po ciemku, tylko nisko odmiana miignęła. Raz przez 4 lata, ona zawsze czujna, zwarta i gotowa. Na posterunku.
    Ta chwila w sumie mnie bardzo rozczuliła, bo swiadczy tylko o zaufaniu i o czyms nienamacalnym co udało nam się przez niecałe dwa miesiace z Czaplą zbudować.
    Teraz bardziej przyziemnie – mamy juz za soba przyzwyczajanie konia do derki, po prostu okazało sie ze po prostu się zakłada derkę i konia nie rusza. Derkę Holdy, a konkretnie połderkę taką na zad;] Jest w „sam raz”.
    Co u Holdy? Nic w sumie nowego, obie poczułyśmy wiosnę chyba, obie jakies rozmarzone, zakrecone. Wciągamy głęboko nosami powietrze i zachłystujemy się tym ze wiosna. Zadnych wymagań, pośpiechu, presji. Dobrze nam. Po prostu być.
    Uwielbiam karmic konie, sprzątac u nich, doscielac, pompowac wodę, czyscic i patrzec jak latają po padoku. Wtulić się w konskie futro wieczorem i wciągac zapach naszego szczęscia.
    Odbiło mi chyba.
    Wiosna…






    Czuć wiosnę, w związku z tym jakies siły wewnętrzne zmobilizowały nas do większej aktywnosci. Tez w sumie fakt, ze jak przyjemnie na podworku to inaczej się z koniem cos robi, az się chce.
    Wczoraj był dzien pięknosci, poszorowalismy kopyta, pięknie wysmarowalismy tranem. Ogolnie za czesto kopyt nie smaruję bo u nas nie ma takiej potrzeby. Puszka nawilzona tak naprawdę i „od srodka” i od tego co na ziemi. Ale wyszorowac trzeba było. Z Holdą to w sumie zadne ajwaj, ale z małą mielismy cykora. Wszystko na płyteczkach pod stajnią, zeby nie babrac sie dodatkowo na ziemi.
    Młoda stała jak anioł, ale zdecydowanie nie byla przekonana do szorowania kopyta stojacego na ziemi, wykazywała wielkie zdziwienie i ogolnie była na nie. Więc szorowałam kopyta trzymając je w dłoni. I juz było ok. Ale to nie rozwiązuje problemu. Lekko spięła się jeszcze przy smarowaniu kopyt, ale nie na tyle co przy szczotce więc powoli oswajając udało mi się posmarowac kopyta na ziemi bez niepokoju ze strony Pluszaka. Więc wielki sukces, nagrodzony marchewką.

    Dzis baby na sznurki trafiły. Holda na w sumie odkurzanie 7 gier, w wiekszosci z Karolem, ja przy chodach bocznych jedynie się włączyłam.
    Maluszek jako drugi, friendly, jez i driving. A potem na krotki spacer. Niestety karta w aparacie za mała i z młodą tylko jedno zdjęcie.
    I tak to u nas się toczy powoluśku, choc przyjemnie bo wiosnę czuc.
    P.S. widzialam ostatnio muchę w stajni!!!!




    Piszę w sumie na gorąco, dlatego, że to ważny dzionek. Mała pierwszy raz na sznurkach, troszkę z tym zwlekałam, bo miała jakies sceptyczne podejście do carrota, więc się nie spieszyłam. A tu rano niespodzianka. Podobał się, nie stresował więc na popołudnie zaplanowałam naszą pierwszą krotką sesję.
    Z tego całego zamieszania tylko pomyliłam kantary i w emocjach została juz w kantarze Holdy, zreflektowalam się jak rozebrałam pluszaka.
    Jak było? Superowo, mała bardzo fajnie reaguje, głaskanie carrotem wszędzie jej „nie ruszało”. Na linie na razie powoli, jeż – bardzo niewiele trzeba by ustąpiła, driving zadu, przodu, na razie odsyłanie łebka i całej reszty zostawiłam.
    Prowadzenie ze strefy 3 tez nie zrobiło na niej wrazenia.
    Ogolnie przemyslenia mam takie – z koniem, ktory wychował się w sumie w naturalnym stadzie pracuje się inaczej. Mam wrazenie ze to co jej „gadam” jest jakies takie dla niej oczywiste, ze rozumie ten język, z Holdą początki były zupełnie inne. Na pewno sporo lezy we mnie, ze cos juz jaśniej majaczę, ale mam wrazenie ze dla Czapli nieskażonej takiej jeszcze złymi doswiadczeniami przyjdzie to łatwiej.
    Holda stała z boku, kontrolując czy aby sobie radzę;] Przy prowadzeniu poszła przejsc się z nami. Dzis się jej upiekła praca;] Nie płakała z tego powodu.
    Z drobnych sukcesow mamy z małą jeszcze coraz sprawniejsze stanie przy koniowiązie podczas czyszczenia.
    Fajnie jest;]





















    Zawsze pod koniec stycznia następuje podsumowanie, pod koniec stycznia bo własnie wtedy Holda została „nasza” a my „jej”.
    Skleciłam zatem filmik, w sumie to filmik o zmianach bo taki własnie ten rok byl, pełen zmian, od odwieszenia ogłowia na połkę i poprzestania na sznurkach az po przenosiny do „siebie” i Czaplę.
    Smiesznie bo Czapla tez przyszła w styczniu. 4 lata temu własnie tłumaczono nam ze nikt normalny zimą koni nie kupuj, bo wtedy są straaaaasznie brzydkie;] Więc chyba zrządzenie losu.
    Zapraszam do obejrzenia filmiku!!!

    Ja tu się rozpisuję i w ogole a wy paskudy nawet nie zagłosujecie na mogj blog w konkursie
    Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2007 w kategorii
    Moje zainteresowania i pasje (blogi tematyczne).  Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści H00956 na numer 71222. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto

    UWAGA! W numerze bloga znak 0 to cyfra zero. Pamiętaj także, aby nie wstawiać
    w nim żadnych spacji!

    więc głosowac, nie załowac 1,22 na mnie!!!

    Remedioss dzis przypomniala mi o wykresie koniobowosci, nadrobiłam zaległosci i zrobilsimy obu koniom.
    Polecam gorąco bo faktycznie człowiek się zastanawia i potem czyta i się dziwi czemu wczesniej nie był pewien ze ta strategia jaką obrał jest ok.
    Zachęcam gorąco
    linkuję wam gdzie to znajdziecie

    http://www.zaklinaczka.blog.pl/

    badz bezposrednio na stronkach

    http://www.zaklinaczka.neostrada.pl/koniobowosc/koniobowosc.htm


    http://www.zaklinaczka.neostrada.pl/koniobowosc/wykres.htm

    nam wyszło ze oba rudzielce to lewopółkulowi ekstrawertycy, przy czym Pluszanek „bardziej” hihi
    hmmm how intersting;]

    Ciekawa jestem co Wam wyjdzie
    Pozdrowionka
    I jeszcze raz dziękuję Remedioss za zastrzyk energii!!!!

    Teraz mozna zaglądac częsciej, bo obiecuję częsciej chociaz zdjęcia wrzucac.
    U naswszystko w porządku, Pluszito poznał naszego Pana Kowala i był bardzo grzeczny, jestem pod wielkim wrazeniem normalnie, ze dziewczynka stała bez scen i cierpliwie znosiła zabiegi.
    Dzis z kolei na uwiązie rano ona mnie wyprowadziła na wybieg, cóż, mea culpa, zamotałam się i tak wyszło, jednak doszłysmy do wybiegu spokojnie mimo początkowej niezgody co do obranego kierunku.

    Zaczynamy tez wprowadzac jezdzonko dla malucha inne niz sianko, dzis wielka niespodzianka i dziwo bo z żłobie marchewka czekało. Holda ostatnio w sumie same pochwały od nas zbiera, ze taka grzeczna, ze to, że sio i że mała tez kiedys bedzie z nami mam nadzieje miała taką więź.

    Na razie nie zabieramy się z Czapla do parelliozy, bo czekamy na kantarek z Australii;] Ale jak tylko kantarek przyjdzie zaczynamy friendly game.
    Na koniec kilka zdjęc:

     

     

     

     


     



    • RSS