konisiefajowe blog

    Twój nowy blog

    Sypie z niewielkimi przerwami praktycznie ciągle i bezlitośnie.
    U nas zmiany zmiany, odbyło się pierwsze wsiadanie na Pluszaka!
    Bez ekscesów, stresów z jakiejkolwiek strony, ot po prostu wyszło jak naturalna kolej rzeczy. Bez trzymania konia, na sznurkowym kantarze i 1 linie, wierzę zatem ze uda nam się bezproblemowo zajezdzić ją na sznurkach, bez wedzidła, i bęzie pierwszym koniem na Podlasiu zrobionym od małego na sznurkach.

    Więcej zdjec dorzucę pozniej bo na razie mam problemy z transferem na bezpłatnym serwisie i połowy zdjęc nie wyswietla…
    Wiec jak tylko się uporam z tym wstawie zdjęcia z wsiadania na hucunia.
    U Holdy trochę więcej pracy, szlifujemy elementy na linie z poziomu 2, eksplorujemy zabawki w postaci fruwajacych taśm budowlanych, rur pcv. Parkowanie przy drabince tez nie jest takie oczywiste, bo co innego przystawic drabinkę do konia, a co innego stojąc na drabince przystawić konia do niej;]

    Ogolnie jednak wszyscy wyczekujemy wiosny, bo ileż mozna po kolana w sniegu!!!




    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    darmowy hosting obrazków

    W sumie tak sobie pomyslalam ze ja zawsze jestem z Holdy zadowolona, z tego jak nam się układa. Zmiana o 180 stopni wyzwoliła we mnie wręcz niesamowite zadowolenie z tego jak nam się układa. I tak sobie mysle ze dobrze, bo o to chodzi by i koń i jego ludź byli zadowoleni.
    My cały czas w fazie obijanie się kontra zrywy do pracy. Głownie z ziemi. Choć z siodła tez jakieśtam nowe rzeczy dłubiemy – chody boczne na luźnej linie, dziewięciostopniowe cofanie i przejscia, przejscia i jeszcze raz przejscia.

    Holda czasem ma inne wizje – głownie wynikające z braku spożytkowania częstszego energii które się objawiają tak

    Ta sytuacja dała mi w sumie wiele do myślenia, tak naprawdę kiedys zawsze mi się wydawalo ze jak kon zacznie cudowac to na kantarku to kaplica. A tak naprawdę okazuje się ze to nie ma znaczenia, ze wędzidło i kontakt w takich sytuacjach nic nie zmieniają. Bo tak naprawdę tak jak ładnie powiedziano ze trzeba panowac nad konską głową a nie nad jego połtonowym ciałem.
    Ja nie spadłam;]

    Ostatnio powoli eksplorowałyśmy tez temat liberty i naprawdę byłam pod wrażeniem jak się dogaduję z Holdą i jak fajnie ona mnie czyta a ja ją.

    Kolejną fajną rzeczą ktorą zaczęłyśmy robić jest ciąganie przedmiotów. Rozłożone na czynniki pierwsze, najpierw dośc opornie i podejrzliwie a potem coraz fajniej, ale podejrzewam ze po prostu moja wina ze linka trochę za krótka była.

    To tak w skrócie co u nas i co porabiamy a tak ogolnie czekamy na ocieplenie i lepsze podłoze, bo dzis to tylko na łyzwach mozna jezdzic…

    Stuknął nam razem rok, szybko co?

    i teraz

    To niezły kawał czorta z lasu ale strasznie kochany. W sumie z nią tez zrealizowalismy przez ten rok to co planowaliśmy, mimo iż nie zawsze inne czynniki nam sprzyjały.

    Mamy juz za sobą pierwsze siodłanie, w sumie powoli bardzo przygotowujemy się do tego że będziemy małpkę zajezdzać na wiosnę.
    Miałam pewne wątpliwosci czy nie czekac ale tak jak to zaplanowałam i jak mądrzejsi mi doradzili wiosną czas zacząć.
    Zwłaszcza ze na 2009 i tak nie ma w planach ze koń pod jezdzcem w 3 chodach będzie się poruszal. Za to wiadomo ze chcemy to zrobić na kantarze sznurkowym i na jednej linie. Czy się uda? Czas pokaże.

    Było bardzo spokojnie, w sumie myslę ze głownie dlatego ze dobra jest baza. Koń dobrze przygotowany na kolejny etap, dobra komunikacja, przywodztwo i duuuzo miłości.
    W sumie miałam pewne obawy jak może być ale Czapla nas naprawdę zaskoczyła.

    Holda ma się rewelacyjnie, ale o niej za kilka dni. Bo na raz zdecydowanie za duzo zdjec by było;]

    Jeszcze na odchodne trochę hucki

    Wszystkiego najlepszego!!!!


    Przyszedł certyfikat podpisany przez Pata Parellego i czerwony string, jestem z siebie i Holdziaka dumna.
    Poza tym co u mnie?
    Kon właśnie skonczył wakacje które należały nam sie po wykonaniu planu na ten rok i zabieramy się za patternsy.
    Na razie na tapecie osemka, przejscia w dól w okrązaniu i obniżanie szyi by moc na Holdę wskoczyc na oklep tak jak wskakiwała Pippi, co pokazuje Linda na nowej płytce w savvy clubie.

    Zdjec brak, aparat znow w serwisie, bez komentarza…

    Ostatnio same prezenty od losu. Ale po kolei.
    Zaliczyłam 1. I to jest dla mnie wielkie coś, że zrobiłyśmy to z Holdą, ze doprowadziłyśmy jakis pierwszy etap do końca, ze nie poddałyśmy się.
    Teraz trzeba tylko czekać na czerwony sznurek i certyfikat od Pata Parellego.
    No i na chwilę obecną jestem jedyną osobą na Podlasiu z zaliczonym poziomem pierwszym;] Moze nie brzmi to jakoś „ajwaj”, ale w Polsce całej nikt nie ma 3 zaliczonej, więc 1 to już coś.
    Jak dostanę certyfikat na pewno sie pochwalę;]

    Jakie jeszcze prezenty?
    Przyniosłam do stajni folię, w”prezencie” dla rudych, do zabawy. Było super, takie porozumienie i zainteresowanie jak nigdy,a  w sumie nie czarujmy się, folia jest koniojadowa.
    I to potraktowałam jako prezent od nich, zadnego fukania, płoszenia się, ot po prostu obie pełne zainteresowania dla nowej zabawki, ktorą przyniosłam.







    Kolejny prezent wynikał z mojego pomysłu by swojemu koniowi wyciąc wzorek na zadzie. Kupiłam maszynkę bezprzewodową i zaopatrzona w narzędzie bzyczące podejrzwałam ze moj kon mnie ofuka, będzie przestraszony i sporo nam zajmnie oswajanie maszynki zanim uda się wyciąc wzorek. Wszak konie rozne rzeczy przy goleniu robią.
    A jak było? Dostałam prezent od Holdy, stała nieuwiązana a ja działałam, zero stresu, pełen relaks i spokój.
    I po raz kolejny się utwierdziłam w przekonaiu, że wybrałam dobrą drogę, dla siebie i swoich koni.

    Jak zwykle przerwa w pisaniu, jakos koncepcji na notkę brakowało.
    Dostałam informację zwrotną o moim zaliczeniu – „I love how relaxed Your horse is and how much trust you have for each other”, „Well done Paulina. You have a lovely relationship with your horseand make a great partnership. Just 1 to resubmit”.
    A to jedno do poprawienia to pasażer, nagrany w pierwszej wersji przeze mnie w stępie a nie w kłusie.
    Dla mnie pasazer to był jakis koszmar, kon poruszał się tylko po
    obwodzie lonżownika w kłusie takim ze po prostu było „straszno” i mało
    bezpiecznie, w jednym kierunku, nakręcając się coraz mocniej i nie
    myśląc o przejściach do stępa.
    Probowałyśmy przejśc, zgięć, rozne były podchody az parę mądrych osob w
    tym mi. in. Berni powiedział by dalej iść z programem z ziemi, i być
    moze wraz ze wzrostem savvy i komunikacji z koniem cos się zmieni, a
    jak nie to znaczy ze potrzebuję pomocy profesjonalisty
    No i zostawiłam „dłubanie” tego zadania, zaliczenie nagrałam w stępie -
    więc do poprawy to zadanie wrociło. No i jak przestałam pasażerować
    naprawiło się samo
    Heh dziwna ta parellioza – ilez to się samo naprawia!
    Więc nie dosc ze się „naprawiło” to na dokładkę zostało nagrane i wysłane do Parelli Office do UK. Teraz pozostało mi czekac czy ostatnie zadanie jest ok.
    Zabawne okolicznosci samego nagrywania były takie ze tak naprawdę swiat „zewnętrzny” stwarzał warnunki mało przychylne do jazdy – jak głupie latały i wydzierały się grubasy sąsiadów, wiatr wiał więc kiedys tak naprawdę tłumaczyłabym sobie ze moj kon boi się wiatru i moze być „spooky”;] Do tego równarkarownała okoliczne drogi wydajac przy tym dziwne pipczenie, irytujace i mnie i konia.
    Ale widac jak ma być dobrze i koń jest myslami z nami a my z koniem to cała reszta nie ma znaczenia.


    A tak poza tym to działamy z obiema rudymi małpkami z ziemi – z duzą więcej, 8 z ziemi, przejscia w doł w circling game. Z małą małpką zas wszystkie 7 zabaw. Na razie trochę cuduje w okrązaniu, ogolnie napala się i elektryzuje, ale nie chcę za mocno jej hamowac, na razie biorę to co daje, choc nie zawsze jest to ten kierunek chociazby o ktory proszę. Na dokladkę jest bardzo delikatna, wystarczy niewielka energia, wdech i ręka w bok a mam dzikie harce po obwodzie. Podoba mi się tro umiarkowanie, zwłaszcza jak do brykow dębacze dochodzą. I to jest ta „CZARNA” strona okrązania, jasna zaś to fakt ze potrafię w kazdej chwili przerwac tę grę, bo nawet jesli mam dzikie galopki to wystarczy spojrzenie na zad a Hucyk odangazowuje się i stoi z pytającą miną.
    Z Holdą zdecydowanie inaczej nasze początki wyglądały.








    Na pogodę w sumie nie mozna bardzo narzekac, zdarzaja się czasem piękne słoneczne dzionki ze az żal siedziec w domu.
    Ciekawa jestem bardzo jaka zima bedzie…

    P.S. Przypomniałam sobie własnie dlaczego notki tyle czasu nie było;] Przeciez aparat był 2 miesiace w naprawie!!!

    Zgodnie z obietnicą wrzucam kilka stopklatek z filmiku jaki nagrywałam – czyli Official Assessment Level 1. Jakośc kiepsciutka bo wycinane toto z filmu, dodatkowy mankament to pasek przez cały film -  z racji bezpłatnej wrsji programu do konwersji na dvd.









    Nowych zdjęc nie ma, mały świński ryjek ściągnął nam z połki obiektyw od aparatu i posuł więc na razie widoków nie ma na nowe fotki. Swiński ryjek ma się wyjątkowo dobrze, waży juz 4 kg i odkryłam jego kolejne talenty.
    Zdjęc Peppy kilka nowych jest, więc zapraszam do oglądania





    Znow obijam sie z pisaniem, w sumie głownie dlatego ze natłok roznych zdarzeń w zyciu codziennym sprawia ze czasem cięzko jest zwyczajnie zebrac sie i napisac co u nas.
    A u nas dobrze, konie mają się dobrze i cała reszta zwierzyńca tez.
    Do zwierzyńca dołączyła Cerditos Vietnamitas czyli swinka wietnamska;] No i jest swietnie, wesoło i totalnie zakręcenie, niedługo minie juz 3 tygodnie jak swinka jest u nas.
    Co lubi? Lubi kaszę gruszkową, klikać za kangoosy, jesc papier i hulać po domu. Nie lubi kąpieli, karmienia z butelki i przewracania na plecki. Klikamy na razie patrzenie głębokie w oczy – czyli wołamy i dostajemy ryjek w gorę i słodkie oczy. Klik. Smaczek. Dobra swinka;]
    Alina musimy się koniecznie zobaczyc!!!! Bo klikanie ze świnką to wyzwanie;]








    Poza swinkowo to z rudą jest pracująco, pracujemy nad naszym zaliczeniem poziomu pierwszego, szlifujemy, nagrywamy. Dlatego zdjęc nie ma za wiele, jakies lipcowe są, bo ostatnio raczej „kamerowo” niz aparatowo.







    Hucunio tez powoli wkracza w swiat parelityczny hehe. Całkiem niezle z Karolem im idzie i bardzo miło patrzec jak pracują razem.







    Jak tylko uporam sie z całum zaliczeniowym filmem postaram się powycinac jakies stopklatki z niego i powrzucać na blog.
    Bardzo jakos do tego sprawnie podeszlam, o zaliczaniu myslalam juz jakis czas ale wiadomo jak to jest jak zawsze jest milion innych wazniejszych spraw. A z kolei jak się człowiek bierze ze nagrywanie to nagle cos co zawsze wychodzi zaczyna się psuć a to co się psuło naprawia sie samo i tak w kołko;]
    Jesienią wybieram się na kurs L2 jako słuchacz i już nie mogę się doczekać. Bo potrzebuję nowych inspiracji i bodzcow by isc z koniem dalej.
    Ostatnio wsiadłam cięzko przerazona na „obcego”  choc nie do końca konia na wędzidle na stępa – choc raczej chyba lepiej powiedziec ze to było prowadzanie;] I uświadomiłam sobie ze wędzidło w pysku Holda miała ostatni raz przeszło rok temu. Jak ten czas leci heh.
    Pozdrawiam wszystkich ktorzy jeszcze tu zaglądają i postaram się z kolejną notką tyle nie zwlekac.

    Linkuję filmik, w ramach poszerzania horyzontów. A nóż widelec komuś cos zaświta w głowie;]

    http://www.itvj.pl/wideo,kurs_masazu_i_streczingu_-_lee_holen,1192.html


    • RSS