konisiefajowe blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2008

    Tak więc kolejne tchnienie wiosny, kolejne bo w międzyczasie kilkudniowy atak zimy ze śniegiem i tego typu atrakcjami.
    Nielubię.
    Bo zainaugurowałam juz kalosze, lekkie kurtki, bo mam bazie w domu i hiacynty. Po prostu się nie zgadzam na takie ataki zimy, bo mi nie pasuje i basta.
    Co u koni?
    Niesamowity poranek. Przyszłam rano, kucyk spał. Nic moze w tym dziwnego, ale spał na leząco, weszłam do boksu i dalej spał. Powoli otwierał oczy a ja się wtulałam w niego, głaskałam, drapałam, on ziewał… Piękna chwila, piękna bo Holdę widzialam lezącą raz, w nocy, w sumie po ciemku, tylko nisko odmiana miignęła. Raz przez 4 lata, ona zawsze czujna, zwarta i gotowa. Na posterunku.
    Ta chwila w sumie mnie bardzo rozczuliła, bo swiadczy tylko o zaufaniu i o czyms nienamacalnym co udało nam się przez niecałe dwa miesiace z Czaplą zbudować.
    Teraz bardziej przyziemnie – mamy juz za soba przyzwyczajanie konia do derki, po prostu okazało sie ze po prostu się zakłada derkę i konia nie rusza. Derkę Holdy, a konkretnie połderkę taką na zad;] Jest w „sam raz”.
    Co u Holdy? Nic w sumie nowego, obie poczułyśmy wiosnę chyba, obie jakies rozmarzone, zakrecone. Wciągamy głęboko nosami powietrze i zachłystujemy się tym ze wiosna. Zadnych wymagań, pośpiechu, presji. Dobrze nam. Po prostu być.
    Uwielbiam karmic konie, sprzątac u nich, doscielac, pompowac wodę, czyscic i patrzec jak latają po padoku. Wtulić się w konskie futro wieczorem i wciągac zapach naszego szczęscia.
    Odbiło mi chyba.
    Wiosna…






    Czuć wiosnę, w związku z tym jakies siły wewnętrzne zmobilizowały nas do większej aktywnosci. Tez w sumie fakt, ze jak przyjemnie na podworku to inaczej się z koniem cos robi, az się chce.
    Wczoraj był dzien pięknosci, poszorowalismy kopyta, pięknie wysmarowalismy tranem. Ogolnie za czesto kopyt nie smaruję bo u nas nie ma takiej potrzeby. Puszka nawilzona tak naprawdę i „od srodka” i od tego co na ziemi. Ale wyszorowac trzeba było. Z Holdą to w sumie zadne ajwaj, ale z małą mielismy cykora. Wszystko na płyteczkach pod stajnią, zeby nie babrac sie dodatkowo na ziemi.
    Młoda stała jak anioł, ale zdecydowanie nie byla przekonana do szorowania kopyta stojacego na ziemi, wykazywała wielkie zdziwienie i ogolnie była na nie. Więc szorowałam kopyta trzymając je w dłoni. I juz było ok. Ale to nie rozwiązuje problemu. Lekko spięła się jeszcze przy smarowaniu kopyt, ale nie na tyle co przy szczotce więc powoli oswajając udało mi się posmarowac kopyta na ziemi bez niepokoju ze strony Pluszaka. Więc wielki sukces, nagrodzony marchewką.

    Dzis baby na sznurki trafiły. Holda na w sumie odkurzanie 7 gier, w wiekszosci z Karolem, ja przy chodach bocznych jedynie się włączyłam.
    Maluszek jako drugi, friendly, jez i driving. A potem na krotki spacer. Niestety karta w aparacie za mała i z młodą tylko jedno zdjęcie.
    I tak to u nas się toczy powoluśku, choc przyjemnie bo wiosnę czuc.
    P.S. widzialam ostatnio muchę w stajni!!!!





    • RSS