konisiefajowe blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2005

    Ostatnie dni czulam sie paskudnie – to znaczy mam zapalenie zatok i oskrzeli i wcinam antybiotyk:/
    Trochę się kurowalam w domu ale w sumie nie za bardzo siedzenie pod kołdra przyniosło efekty. Już jest troche lepiej, choć czuję się osłąbiona, apetyt tez jak to po antybiotykach taki sobie.

    Do stajni jezdzilam w miare mozliwosci – dzięki Madzia za nasmarowanie wiewiorki mascią, smarowalam, prowadzałam i jest już trochę lepiej w stępie, ale mala nie da rady na razie kłusować:(

    Wczoraj miałam jakiś pokręcony dzeń bo najpierw miałam stresa przed seminarium magisterskim, i pojechalam do Gosi do sklepu jezdzieckiego.
    zamówiłam zajebistą rzecz – czaprak z konikiem Nici – nie sciągac za mną !!!!
    prniki.jpg

    I fajowe cuksy dla Rudi. Mam nadzieję tylko ze będzie je jadła bo ona malo które cuksy lubi – heh rozwydrzyłam ją:]
    roznosci.jpg

    Maarzy mi się jeszcze futerko medyczne ale to za jakiś czas. Choć i czaprak za jakiś czas bedzie bo niestety z Niemiec bedzie szedł.
    A tak przy okazji jakby ktoś z was wypatrzyl różowy dajcie znać:)

    Jak dotarłam na stajnie trochę posiedzialam i pogadalam, a potem poganiano mnie bym poprowadzała ruda zanim zaczną skakac.
    Wyprowadziłam na uwiązie jak zwykle i łaziłam w kółko. Czułam ze Holda jest ostro nabuzowana ale zachowywała sie ok. A potem sie zaczęło, wypatrywała pretekstów żeby bryknąć

    - najpier był pan Jóżef z taczką koniojadem – zawsze olewa takie rzeczy, jest odważna i nie należy do wypłochów… Więc były barany, bieganie wkoło mnie w wielkiej panice…
    - potem byl straszny kot, trzeba było bryknąc i przywalić mnie w tył nogi:/
    Już wtedy zdenerowalam się nie na żarty – słabo się czulam jako pewnie 1/10 wagi konika na drugim koncu uwiązu – ktory stoi już 10 dni nabuzowany jak cholera.
    Dobrze ze Asia stała ze mną na hali, i mialam koko poprosic o zawołanie Ewci.

    Taki konio to dziwny jest – dupka boli, noga boli, a z zadu wali!!! Ewa wzięła na lozne ją – i bestia ani razu nie bryknęła…. Jak juz mnie powyciągala na wszystkie strony juz pewnie miala satysfakcje:]
    Żarty żartami ale szkoda mi jej, jest zła, stoi w boksie, nie zabierają na dwór, nie dają biegac….
    We wtorek powinien do nas do stajni – przynajmniej tak mówią – przyjechac weterynarz – całkiem dobry.
    Więc może on coś nam pomoże??!!
    Dawka owsa zmniejszona drastycznie – i co z tego – natury nie przechytrzysz….

    P.S. Dalej proszę was o trzymanie kciuków za zdrowie mojej wiewiórki, bo jeszcze długa droga przed nami do zdrowia!!!

    W sumie ostatnia notka jest jeszcze dośc nowa, pisze nową….
    Przyszłam w we wtorek zBrisą do stajni – miałysmy dzielny plan posmigania na rudej na podworku, dośc sprawnie sie uwinęłysmy, konik osiodłany i wychodzimy. Pominę fakt że Holda zachowywala się bardzo niegrzecznie w boksie…
    gif5.gif
    A kon zamiast żwawo isc ledwo człapie, ma sztywny zad jak sparalizowany z tylu…. Zawołalam Ewę i szybko wiewiórkę rozsiodłała Briska, przyniosła lonze, dere i tak sobie stępowałam konika. Szła sztywno, potem byłotrochę lepiej.
    Przez moja głowę przetoczyło się miliard pomysłów co to jest – napiejrw ze pokopana przez kolezanki – ale nia ma sladów, potem ze przewiana, potem ze mięsniochwat – czyli nic wesołego…. Wtarłyśmy ją thermomasagem, zrobiłyśmy owijki, w derce do boksu.

    Wczoraj kupiłam na Jurowieckiej spirytus do nacierania jej zadu (czyłam się jak żul bo byłam pewna ze dostane te poł litra w butelce a tu buch dwa woreczki:)
    Nacieranie sie jej srednio poodobalo, i w sumie wczoraj chyba gorzej bylo, bo juz na lewą tylną nogę nie dała rady stawać:(

    Wieczorkeim o 20 bylismy umowieni z wetem, dostała 5 zastrzyków, kroplówkę, mamy wcierac mascią rozgrzewającą.
    Wygląda na to ze Holda się albo wyłożyła na padoku, albo poslizgnęła bo ma naciągnięte więzadła w miednicy. Kikla dni ma stac tylko w boksie, nawet na korytarz nie wolno jej wyciągac… A potem powoli na spacerki na hale w reku na 5 min, 10… Pod siodłem moze zaczac chodzic w optymalnych warunkach za 2-3 tygodnie:(

    Szkoda mi jej, napłakałam się ostro, do tego wszystkiego ledwo wróciłam wczoraj ze stajni do domu, nic dziwnego miałam 38,6 gorączki – więc w koncu dałam się powalić chorobie…
    121.jpg
    Wkurza mnie to bo teraz tylko Karol bedzie do niej jezdził, ninial, tulił i wcierał, ja niestety muszę poczekać az gorączka choc troche spadnie… Jak bedzie ciut lepiej to nawet sie doczołgam do Holdy… Jestem nienormalna ale strasznie kocham ją….

    Dzięki tym ktorzy sa teraz ze mną w moich smutkach – Gałązce, Truskawie, cioci Gosi, obsłudze kofanej ze stajni, Karolowi i naszym rodzicom.

    P.S. A wczoraj jezdziłam na Norku – ale było srednio fajnie bo był mega szybki.

    Niektórzy dopominali się nowej notki więc oto i ona:)
    U mnie nadal ferie i bardzo dobrze mi z tym:) Nie narzekam.
    Co do koni, to od ostatniej notki nie czulam sie za dobrze więc do stajni jezdzilam w celach Holdowo – towarzyskich.
    sn5.jpg
    Ja niestety mocno odczuwam ze mam zatoki i to nie tylko te czołowe!!!

    We wtorek byla wycieczka od Kamila z kalsy i jedna z wielu atrakcji była przejazdzka psim zaprzęgiem, załapałam się z Ewą i było superowo – mimo małych wpadek – typu psy sie odczepiły i jeden nawiał, czy inne harce:)

    sn4.jpg
    Pewnie wtedy się załatwiłam z choróbskiem ale nie bede marudzic bo spoko bylo.
    W ten dzien w ogole super pogoda była więc bylam na konikowym spacerze z Ewą, podziwiałam ogry na lonży i zrobilam kobyłkom sesję foto!!!
    sn2.jpg

    W sobote Karol na Rudi parkur jechał – calkiem mozliwie było a był i trippel i „ege szege” (hy hy) ale dali razem rade!!!
    sn1.jpg

    A dzis mam wyjątkowy dzień – przyjechalam do stajni, Rudzik mial miec wolne.
    Szef jezdził na Debiucie – smiechowym ogrze, lubiącym pobrykać i smial sie ze grzeczny i zebym wsiadala. Ja sie smialam a potem zachcialo mi się na stępa wsiąsc. Przebrałam sie – jesli nalozenie butow zimowych na dresy, kasku i kamizelki mozna nazwac przebraniem a tu zonk i nie dali mi:(
    A ja juz byłam zwarta i gotowa:)
    Ale obiecano mi stępowanie Royala wiec grzecznie czekałam stresując sie bo łogry dla mnie straszliwe sa i nigdy nie siedziałm na ogierze.
    Wsiadłam i nic, bylam przerazona ze nic:) Tak grzecznie, zwyczajnie – super normalnie!!!

    Dla mnie to był niesamowity dzien – bo ja jestem w stajni chyba największym schizolem i boje się i mam taką bujną wyobraźnię, że szok!!!
    Pewnie większosci wydaje się to śmieszne, ze tak to przezywam ale myślę ze ci którzy znają mnie lepiej, są ze mnie dumni ze odważylam się!!!!
    I przełamałam się – dzięki za wsparcie i za umożliwienie mi pokonania strachu – czuję się silniejsza teraz!!!

    W sumie mialam teraz sporo wolnego – jeszcze przede mną 2 tygodnie:) Pomijając fakt ze czasami musiałam odwiedzac szkołę by dostać wpisy:/ Niestety nawet nie bede mogla sie za dużo poobijać bo musze pisać pracę magisterską:(

    Jedna wycieczka była po Hamera, a z z drugiej (do Różana) wróciłam wczoraj. Na obu było fajowo i w sumie na brak rozrywek narzekać nie mogłam.Na pierwszej królowały uszczelki, recho z tyłu był zajebisty i myślę ze miałyśmy wielkiego fuksa ze nie dotarlyśmy do Szczecina bo dzielnie krzyczałyśmy gdzie skręcac:)A z kolei wczoraj były zawody towarzyskie i można bylo popatrzeć na dobrych jezdzców. Ja w Rózanie byłam pierwszy raz ale co można powiedzieć o tym miejscu to na pewno to że klimat jest super a ludzie bardzo sympatyczni.Wrzucę troszkę zdjęc konikow z Rózana – mam nadzieje ze Madelaine napisze kto jest kto bo się pogubiłam:)
    Luron (u nas w stajni jest kobyłka nim zaźrebiona i może jeszcze Krywka będzie:)
    luron2.jpgluron3.jpg

    Contender Son
    rozan3.jpg

    i nasz Mozambik
    rozan4.jpg

    Jeśli chodzi o mnie i moje jazdy to ostatnio jak jezdziłam na Norku ktoś dostarczył mi wrażen:D Wtajemniczeni wiedza o co chodzi:D Ale jestem dzielna – dałam radę choć nie można mówić o tym, by Naryś chciał się skupić przez reszte jazdy.
    A dzis jezdzilam na Rudi, było na początku średniawo… Bo caplowała w stępie, po0tem troche bylo jaj z drązkami, zdołowalam się, bo mam czasami takie schizy z nikąd i nie potrafię sobie wówczas poradzic z prostym ćwiczeniem które robiłam wiele razy.Miałam problem ze skupieniem się na pomocach, ale na koniec juz ok szło.Mimo to że najeżdzanie na drązki na Pana Jarka było stresująca ale wtedy Ruda tak nie wyrywala bo była wytrącona ze schematu – im szybciej tym lepiej:)
    No i w sumie mialam nastroj byle jaki ale mi przeszlo:)

    derka4.jpgderka2.jpg

    Ogólnie fajnie jest!!! Fajnie laseczki ze was mam – a kazdą z was kofam za coś innego!!!!

    P.S. Wpadajcie do Olci na bloga Gałązka bo całkiem nowy nie śmigany:)


    • RSS